Agata Skaruz

logopeda / surdologopeda, rozwój i edukacja małego dziecka

wtorek

3

Luty 2015

20

KOMENTARZY

(Nie)zły dzień z życia matki na urlopie

Autor . Kategoria: Ogólna. Odsłon: 3 406

3 lutego 2015
SONY DSC

Ponieważ mój oczekiwany powrót do pracy okazał się falstartem, dni przebiegają bardzo podobnie do siebie. Nie biegam rano szykując się do pracy, nie myślę o tym co mam zrobić po powrocie, nie zastanawiam się czy zdążę utulić Marysię do snu wieczorem.

Jedynym moim budzikiem od ponad dwóch lat jest właśnie Marysia. Naprawdę, na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy ustawiałam w swoim telefonie godzinę pobudki. Są takie dni, że wysypiam się do oporu a gdy słyszę odgłos deszczu na dworze, to uśmiecham się i przekręcam się  na drugi bok.Ma to swoje plusy, ale ma też minusy… Nie mogę np. za nic w świecie uruchomić opcji drzemki.

Czyżby nasze wspólnie dni były sielanką? Oto jak wyglądał jeden z nich.

Kiedy już wstaniemy, względnie ogarniemy mieszkanie, zaczyna się szykowanie śniadania i zupy dla Małej, bo ona jest ich wielbicielką. Jak dotąd jedyną w naszym domu.

Kiedy Marysia zje już codzienną porcję marchewki w trakcie mojego warzenia zupy zasiadamy do zabawy. Czasami nawet Marysia pobawi się sama, jeśli akurat nie interesuje jej zmywarka czy też wstawianie prania. Zwykle jednak towarzyszy mi w pracach domowych. Zastanawiam się tylko, kiedy jej to uwielbienie przejdzie.

No i kiedy już zasiądziemy do tej zabawy to… Bawimy się i bawimy. Marysia gada jak opętana. Pyta, odpowiada, śpiewa, jednocześnie oczekując mojej obecności. Później wychodzimy na spacer.
Po powrocie do domu wciska mi w rękę kota i już się zaczyna: „Dzień dobry kotku! Gdzie dziś idziemy? Na basen? A masz suszarkę, klapki i ręcznik?”. A ja tylko przytakuję…

Zbliża się południe, więc mobilizuję się do zabawy. Wiem, że za jakiś czas Marysia się zmęczy, będzie przerwa na zupę i na moją kawę.
Już się cieszę na tę nową, postanawiam, że jak Marysia pójdzie spać to zrobię sobie taką ze spienionym mlekiem. A co!

Bawimy się i bawimy, malujemy, wyciągamy „nową”, schowaną przed kilkoma tygodniami grę i sobie układamy. Spoglądam na zegarek. Zacieram ręce, podgrzewam zupę. Marysia ma lekko błędne spojrzenie, to w końcu pora drzemki. „Mamusiu, chcę spać, jestem zmęczona”. Ok, nie ma problemu. Idziemy do sypialni. Obowiązkowo jest bajka. Bajka opowiadana przeze mnie. Po bajce Marysia tuli się do mnie, kręci się i wierci. „Nie mogę dospać! Nie będę spała!”

Wizja kawy wypitej w towarzystwie Lennego Kravitza i szusowania w internecie oddala się. Doradzam Marysi, aby zamknęła oczka, posłuchała kołysanki. Śpiewam. „Mamo, ja nie chcę spać!” mówi głośno i wyraźnie.

Kawa z pianką przepada w czeluściach dialogów z kotami, Kubusiem Puchatkiem i resztą bandy. Marysia pogania mnie, żebym odpowiadała na jej pytania i lepiła wyimaginowanego bałwana ze śniegu. Tuli się przy tym do mnie 125 razy. W międzyczasie chce wody, soczku, siku i obiadek.

Ponownie spoglądam na zegarek. Boże! Jeszcze trzy godziny do powrotu Grzegorza. Na pokój nie chcę spoglądać. Mam nadzieję, że nie będziemy miały żadnych niezapowiedzianych gości.

Robię sobie kawę z dwóch łyżeczek, dolewam zimnego mleka.

Marysia jest coraz bardziej marudna, ciągle zmienia zdanie co do zabawy. Ja tracę siły. Ludzie, jak ciężko bez tej drzemki. Niby godzina (czasem i półtorej) to niewiele, ale dla mnie to szalenie dużo!

Tu nie chodzi o tę głupią kawę z pianką co jej sobie nie zrobiłam, ani nawet o muzykę, której nie mogę słuchać, bo mi głowa pęka od ciągłego przetwarzania nadmiaru Marysinych informacji. Chodzi o samotność, której prędko nie doświadczę.

Ja jestem społecznym człowiekiem, bardzo lubię ludzi, kocham swój zawód, uwielbiam dzieci, lubię spędzać czas z Marysią, ale… Przychodzi taki moment, w którym muszę zebrać swoje myśli i poprzebywać chwilę tylko sama. Chwila w łazience, to za mało. I tak zwykle słyszę stukanie do drzwi, „Mamoooo, gdzie jesteś?”. Jakby z tej łazienki były jakieś drzwi do wolności. Nie ma.

Ostatecznie myślę sobie, że skoro drzemki nie ma, to może chociaż wieczór będzie spokojniejszy. Kiedy mąż wraca z pracy to on przejmuje stery. Marysia ciągnie go na dywan i zabawa rozpoczyna się od nowa :) Ja siedzę klapnięta, mam wrażenie, że zaraz usnę. Nic się nie dzieje, dalej słyszę odgłosy coraz cichszej zabawy.

„Chcę umyć ząbki” słyszę. Nie posiadam się ze szczęścia, że Marysia sama zdecydowała się na sen. Lecimy więc do łóżka, Marysia usypia bardzo szybko.

Sama ledwo wyczołguję się z sypialni. Kładę się pół żywa. Po chwili jednak regeneruję się, wszak jest dopiero 21. Jejjj, co robić z taką ilością wolnego czasu? :)

Pędzę pod prysznic. Mąż podaje mi ciepłe piwo, chociaż w myśl tego jak się dziś czuję mogłaby to być cała beczka. Kładę się na chwilę na kanapie, biorę do ręki książkę i… Usypiam. O godzinie 21.40 kończy się mój dzień. Jutro powtórka z rozrywki.

Drzemko, gdzie jesteś? Nie opuszczaj nas, bo my Ciebie wciąż bardzo potrzebujemy!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

20 Comments

  1. Hania
    • Agata Skaruz
    • Agata Skaruz
  2. M
    • Agata Skaruz
  3. Ola
    • Agata Skaruz
      • Ola
  4. Ania
  5. Dorota
    • Agata Skaruz
      • Agata Skaruz

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, zapisz się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach. Twój adres nie będzie nigdzie publikowany!