Agata Skaruz

logopeda / surdologopeda, rozwój i edukacja małego dziecka

środa

6

Maj 2015

14

KOMENTARZY

Zakupy z dzieckiem(dziećmi)

Autor . Kategoria: Ogólna. Odsłon: 2 033

6 maja 2015
2014-04-19 11.08.46

Kilka dni temu odwiedził nas mój siedmioletni Siostrzeniec, Michałek. Marysia była przeszczęśliwa z tego powodu, pierwsze słowa jakie padły rano to było pytanie: „Czy dzisiaj przyjdzie Michaś?”.

Wiedziałam, że będzie wesoło jak zawsze, ale nie sądziłam, że aż tak… Nie zdążyłam rano nic kupić na obiad, więc postanowiłam, że tę dwójkę zabiorę ze sobą na szybkie zakupy. Poszliśmy po makaron i pomidory.

Szybkie zakupy z dwójką dzieci… O ja naiwna!

Oczywiście przed wyjściem ustaliłam z dziećmi podstawowe zasady: żadnych lizaków i batonów, wrzucamy do koszyka rzeczy z listy i sprawnie wychodzimy. Plan był dobry, tylko trudniejsza okazała się jego realizacja. Ale do rzeczy. Jak tylko przekroczyliśmy próg sklepu usłyszałam błogie dwugłośne: „oooo, batony i ciasteczka!” :) Poszłam po makaron a Marysia z Michałkiem w ciągu jednej sekundy rozbiegli się po markecie. Po chwili Marysia dzierżyła już w dłoni kolorowe gazety z myszką Miki i koncentraty pomidorowe w szklanych słoiczkach! Jakoś mi się udało ją przekonać, żebyśmy odłożyły to na półkę, ale Michaś już okupował zamrażarkę z lodami. Marysia natychmiast dołączyła do niego. Obydwoje stwierdzili, że, o zgrozo, chcą wykupić całą zawartość…

Kiedy podeszliśmy do stoiska owocowo-warzywnego Maria chcąc zaimponować Michałkowi wpadła na pomysł, by porzucać śliwkami! Szybko wkroczyłam do akcji i zaangażowałam tę dwójkę do pakowania zakupów. Poprosiłam Michasia, aby pomógł mi nieść siatkę z zakupami. Niósł ten nieszczęsny makaron i kiść winogron niemal słaniając się na nogach. Marysia nie mogła nam pomóc, bo uparła się, aby na zakupy zabrać wielkiego pluszowego słonia… Nagle Michałek poczuł straszliwy głód, co za tym idzie Marysia też i natychmiast musiałam wygrzebywać dla nich z dna torby kabanosy. Przecież nie mogę głodzić dzieci. Wzięłam więc te wszystkie reklamówki i słonia, niech dzieci zjedzą.

Aha, zanim w ogóle weszliśmy do tego sklepu dzieciom zachciało się siku…

Nadmienię, że sklep jest oddalony od nas o jakieś 100 m. A my mieszkamy na czwartym piętrze. Bez windy.

A na deserek mój ulubiony tekst Michasia:

„Ciociu, jestem jak Jezusek, który dźwigał krzyż, tylko ja muszę dźwigać takie ciężkie torby z zakupami!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 Comments

    • Agata Skaruz
  1. MK
    • Agata Skaruz
  2. M

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, zapisz się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach. Twój adres nie będzie nigdzie publikowany!